czwartek, 14 lipca 2016

Domek dla lalek ze starych szafek nocnych


Kiedy przed urodzinami mojej córy zapytałam ją co chce dostać w prezencie poczułam , jak przez następnych kilka tygodni jem chleb z masłem. Zażyczyła sobie bowiem DUŻY DOMEK DLA WSZYSTKICH LALEK. A wiecie ile kosztuje taki drewniany duży domek dla lalek? Jeśli tak, to wiecie, co czułam. Jeśli nie, zajrzyjcie do internetów.

W ten problem wrobiona została też ciocia Ewusia. A właściwie, to jej wina była, bo to ona pierwsza o to zapytała.

Można więc było zrobić zrzutę i kupić gotowca na allegro za min. 300 stówki. Ale to i tak nie byłby taki wymarzony. A można było też zrobić domek samemu...

W moim przypadku brałam pod uwagę tylko tę druga opcję. Z moim zaangażowaniem i zapasami materiałów na strychu, zaczęłyśmy obmyślać strategię i plan budowy.

Szybko się okazało, że Ewcia ma na zbyciu dwie "ikeowe" spuchnięte szafki, kiedyś piękne, dziś nadszarpnięte nutą wilgoci.


O takie:




Dokonaliśmy podziału prac, pojechaliśmy na wspólne zakupy, córkę oddaliśmy na "wakacje" do babci i zaczęliśmy budować.

Prace zaczęły się od zdjęcia drzwiczek i skręcenia szafek ze sobą. Bokiem. Obniżyliśmy tez półki, tak by powstały dwa równe piętra.




Cokół (a właściwie cokoły) odarłam z papierowej okleiny i zasłoniłam falbanką. Falbankę uszyłam (taaaaaak, sama, maszyną, kupiłam :D ) z jakichś resztek i zamocowałam zszywaczem tapicerskim.
Na górnym pokładzie szafek wymyśliliśmy kryty taras - ogród na dachu. Dach zrobiliśmy z cienkiej płyty osb. Kąt prosty utworzyliśmy przy pomocy kątowników.



Ten gościu od dachu to mój brat, a mojej Neli Radunieczek. Ostrzegam - ta urocza bestia jest szczęśliwie żonata :) 

Dach pokryliśmy dachówką z ... papierowych talerzyków. Lecz nie było to najszczęśliwsze rozwiązanie, bowiem po nocy talerzyki się poskręcały... Dach wyglądał jak szyszka :D 
Trzeba było to więc zdemontować. Ostatecznie dach został pomalowany.






Ściany domku wyłożyliśmy resztkami tapety. Część podłóg wyłożyliśmy wykładziną (kawałek kupiony w Leroy za grosze) i mozaiką (pozostałości po remoncie). Na taras położyliśmy sztuczną trawę (Leroy). Dodatkowo na tarasie znalazły się kwiatki - kaktusiki (Leroy) i mebelki, pomalowane przez ciocię Ewcię (mebelki kupione rok temu w Leroy. Ostatnio chciałam dokupić kuchnię z tej serii, ale nie ma ich już  w sklepie... ) . Miałam też gdzieś lampki ledowe kupione jakiś czas temu w Pepco za całe 9 zł. I nareszcie znalazły swoją funkcję. 





I po kolei zaczęliśmy wykańczać kolejne pomieszczenia:

Kuchnia:



Łazienka:



I dwie sypialnie:



A żeby nie było za biednie dodaliśmy do każdego pomieszczenia górne oświetlenie. Takie ledowe punktowe lampeczki na baterie. W Pepco są po jakies 5 zł za sztukę.  Dorzuciliśmy jeszcze kilka ozdób, uszytą przez ciocię pościel i... można się wprowadzać.









Reasumując: 

Takie przedsięwzięcie ma tylko same plusy:
- dobra zabawa
- zacieśnienie więzów rodzinnych
- oszczędność
- pobudzanie wyobraźni
- recykling i upcykling level: master
- uprzątnięcie odpadków i pozostałych po remoncie resztek
- radość dziecka - bezcenna!!!

Jeśli chodzi o koszty przedmiotów, które trzeba było zakupić , czyli: wykładzina, sztuczna trawa, płyta osb, kaktusiki i oświetlenie , to będzie to kwota max. 100 zł.


I jak się podoba?? :)

Komentujcie!!






2 komentarze :

  1. cudo - zazdrość do Waszych talentów mnie zazieleniła !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tam, oj tam. wystarczy tylko wyobraźnia i chęci :)

      Usuń