środa, 27 maja 2015

Dlaczego nie będę popularnym blogiem...?



Bo nie chcę...

Kiedy prawie 3 miesiące temu zaczynałam swoją przygodę, rzeczywiście trochę marzyło mi się, żeby zostać jedną z popularnych blogerek. Ach, to takie puste  z mojej strony... :)
Tak na serio, myślałam o miejscu, gdzie będę mogła zostawić ślad po sobie i moich pracach, pomysłach, przemyśleniach i zdjęciach.
Pierwsze tygodnie były ciężkie, musiałam wiele się nauczyć. Zwłaszcza podstaw, bo o samym blogowaniu nie wiedziałam nic. Zupełnie nic. I uczyłam się, sprawdzałam, testowałam,  bawiłam się, przeglądałam tutoriale, wprowadzałam zmiany. Zarywając noce pisałam posty, szukałam zdjęć, sprawdzałam statystyki. A te, ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, rosły. I to w dość szybkim tempie. Pojawiła się nawet pierwsza propozycja współpracy. W zasadzie dwie. A wiadomo, że w miarę jedzenia apetyt rośnie. Dość szybko pojęłam pewne zasady blogowania i promowania się w necie:



- komentuj posty innych blogerów
- obserwuj ich blogi
- organizuj konkursy, candy'sy
- promuj się w grupach tematycznych na fejsie
- załóż swoje profile we wszystkich możliwych portalach społecznościowych.

I nagle się z tego pędu wyrwałam.

Czy ja napewno tego chcę?


Czy rzeczywiście chodzi mi o to, by zyskiwać czytelników przy pomocy fantów? Czy chcę spędzać swój czas śledząc statystyki i lajki? Czy rzeczywiście potrzebuję tych kont  na wszystkich możliwych portalach społecznościowych? Fejsbuk, tłitter, pinterest, instagram, fejsbuk, instagram, google plus, instagram, pinterest, tłitter... 


Anka, obudź , jak dadzą coś ciekawszego...

Wyznaczyłam sobie nawet w pewnej chwili pewien schemat, by codziennie publikować posty wg planu, trzymając się sztywno dnia tygodnia i przyznanej mu tematyki. Tym samym sprawiłam sobie niezłą harówę. W ciągu miesiąca zamieniłam hobbistyczny - z założenia - pamiętnik z osobistymi zapiskami i zdjęciami, w regularnie działające wydawnictwo :D Robiłam setki zdjęć, starannie dobierałam słowa w tytule i tekście postu, żeby google mogły go wyłowić spośród oceanu wpisów. Starałam się myśleć marketingowo i Pi-aRowo po to, by post jak najlepiej "sprzedać". 


Zatrzymałam się nagle i przestałam pisać. Na 'fanpejdżu' sprzedawałam Wam odgrzewane kotlety, czyli posty sprzed miesiąca.  Oferty współpracy odrzuciłam (guuuupia, co?). Przestałam przeglądać blogi, pinteresty i inne internety. 




I włączyłam myślenie.

Ostatnie dwa tygodnie spędzam na rozważaniu, co jest dla mnie najważniejsze. Z jednej strony dom i rodzina, zwłaszcza córka, która jest ze mną na codzień i nieustannie domaga się uwagi. Ach... słodziak... Jak tak dalej pójdzie zacznie mieć wymyślonych rodziców...
Z drugiej strony, ambicje, ciekawość i to znane - dla większej części Was - swędzenie rączek, które tylko czekają, by zbroić coś nowego. No i jeszcze głowa eksplodująca pomysłami. Czasami czuję się jak schizofreniczka i zaczynam mówić do nich (pomysłów, które w głowie żyją jakby swoim życiem): zamknijcie się ku.. w końcu i dajcie żyć :) Macie tak?? Czy tylko ja jestem tak powalona?

Praca, tworzenie, projektowanie, wymyślanie to już chyba taka stała część mnie i nie wyzbędę się tego, choćbym nawet chciała. Ale jak pogodzić te wszystkie cząstki wszechświata, które domagają się mnie, każda z oddzielna...? Etat w pracy, zakupy, sprzątanie, gotowanie, prasowanie, podlewanie kwiatków i pielęgnowanie ogródka, kąpiel dziecka i głaskanie małych stópek na dobranoc. A gdzie czas dla mnie samej... (to raczej pytanie retoryczne)?. Doba ma zdecydowanie za mało godzin a życie jest za krótkie.




Muszę zatem, a raczej chcę powrócić do pierwotnej idei bloga-pamiętnika. Będę pisać zdecydowanie rzadziej, będzie mniej postów z inspiracjami z internetu, ale więcej mnie, moich prac, moich zdjęć, moich myśli, tekstów. Wszystko po to, by ten blog był rzeczywiście mój.

Wiem, że jeśli poddam się świętym regułom blogowania, stanę się ich niewolnicą. Będę siedziała nad tekstami, które będą przyciągać czytelników. Będę przeszukiwała miliony zdjęć, by znaleźć takie, które przypadną WAM (a nie mi) do gustu. Będę płakała nad statystykami, że wciąż za mało. I w końcu, będę przyjmowała wszystkie propozycje postów sponsorowanych, konkursików, reklam, by stać się obrzydliwie bogata.... :D

Czytam powyższy akapit już piąty raz. Każdy kolejny raz brzmi coraz straszniej. Coś jakby serial o zakładniku.


Zakładniczka internetowych trolli wygląda tak :D


Nie o to mi chodzi zdecydowanie. Przygotujcie się więc, że w najbliższym czasie przestanę spamować wszystkie grupy na fejsie (nareszcie, co?),  nie spodziewajcie się raczej spektakularnych zmian w wyglądzie bloga (bo na to też nie mam czasu), nie będzie żadnych candy's i konkursików (bo chyba nie do końca pasują mi ich zasady), ani postów "pod publiczkę". Możecie natomiast od czasu do czasu ujrzeć jakąś reklamkę na fejsie (bo to akurat ma jakiś sens: określasz grupę docelową swojej reklamki i kwotę, jaką chcesz na to przeznaczyć. Reklamka trafia więc do potencjalnie zainteresowanych).

Nie będzie mnie na portalach społecznościowych, poza nieśmiertelnym fejsbuczkiem, bo nie czuję takiej potrzeby. Bardziej, zdecydowanie bardziej, o nieeebo bardziej kręci mnie bowiem życie w "realu". Spacery, obiady na mieście lub na własnym tarasie, karmienie kaczek, oglądanie setny raz Epoki Lodowcowej i przesiadywanie na balkonie, kiedy Mała już śpi, słuchanie śpiewu ptaków (tak, lubię to. strasznie)... I dłubanie w drewnie, majsterkowanie. Ale już niekoniecznie dokumentowanie tego, robienie setki zdjęć do każdej czynności i ubieranie tego w słowa, bo zajmuje to czasami kilka razy więcej czasu niż wyprodukowanie samego dzieła. Kto bloguje, ten wie.

Aaaaa i jeszcze śmieszne koty w internetach lubię :)


Jooooooor, chiiiiiiiiir.....

Na koniec dodam jeszcze, że będzie mi miło, jeśli nadal będziecie tu zaglądać :)


Pa!

Wasza Nie-Blogerka :)








23 komentarze :

  1. ja zaglądam i będę;-))))))
    gdyby nie blog to chyba nie istnieję w portalach;-)
    pzdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, podobno jeśli nie ma Cię w internecie - to nie żyjesz
      pozdrawiam!!

      Usuń
  2. "Czy ja napewno tego chcę?" - słowa: na pewno - piszemy osobno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, naprawdę dziękóję za zwrucenie mi ówagi (naprawdę razem czy osobno??) na okrótny błont z urzyciem wyrazu napewno. Z uwagi na to, isz nie jest to blog o tematyce językoznafczej, pozwalam sobie czasami na drobne błędy ortograficzne i interpónkcyjne :) Tak mi dopomusz Bóg.

      Po - zdrawiam ser - decznie!

      Usuń
    2. Chyba powinno byc tak mi dopomusz buk" :P

      Usuń
    3. Z szacunku dla Boga, jego imienia nie ruszałam....

      Usuń
  3. Amen :) i brawo :) mam tak samo !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stwierdziłam, że czas zadać sobie pytanie: dla kogo piszę.... :) I dlaczego. Taka spowiedź przed samą sobą.
      Pozdrawiam!!!

      Usuń
  4. Marzenko, świetny, przemyślany tekst:) Popieram, bo w całym tym blogowaniu ma chodzić o nas :) pozdrawiam aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agniesiu, prosto z serca!! Takie teksty podobno są najlepsze :) Buziaki!

      Usuń
    2. Niszowy bloger = niezalezny bloger
      Widze posty sponsorowane = chce mi sie rzygac
      Ludzie mnie pytaja czy zarabiam na blogu , odpowiadam ze nie wszystkow zyciu robimy dla pieniedzy
      Pisze o czym chce i kidy chce nikt mi nie narzuca tresci

      Usuń
  5. O wpis jakby o mnie. Najpierw blog był miejscem na wypisanie się, a potem gdy zobaczyłam u innych powodzenie, też chciałam czegos podobnego. Zaczęłam pisać co dziennie, nie mając nic do przekazania, ale ;licznik się krecił i ja przy tym też. Potem takie modne było przechodzenie na domenę i stwierdziłam, że też spróbuję, choć juz nie byłam tak nakręcona nato żeby blog świetnie propserował, ale to jeszcze nie było wyciszenie. Od roku piszę kiedy chcę i o czym chcę. Nie zamykam się w szyswnych ramach wtorku z kuchnią czy czymś podobnym, nic mnie nie goni, jak nie mam o czym pisać to nie piszę, a jak mam to wyklepie i 7 postów w wygodniu, bo kto mi zabroni:-p.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba każdy, kto nie nastawia się czysto komercyjnie, wcześniej czy później dochodzi do takich samych wniosków... :)
      Pozdrawiam!!!

      Usuń
  6. Szwankuja mi komentarze , chcialam tylko dodac ze te " slawne" blogi okradaja swoich czytelnikow poprzez zbieranie prezentow od sponsorow i sklepow internetowych - za wpisy sponsorowane placa czytelnicy blogow bo przeciez przedsiebiorcy wliczaja koszt takiej " reklamy" w cene towarow ktora w ten sposob wzrasta.Malo tego czesto mieszkania czy domy "tych" super blogerow naprawde nie zachwycaja albo sa mega oklepane. Dlatego ja nie widze powodu zeby sie zadreczyc statystykami tylko robic swoje a czytelnicy z czasem zmadrzeja tak jak chocby klienci bankow ktorzy brali kredyty we frankach :D pozdrwiam ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ubawiłaś mnie tymi kredytami :)
      Ja na szczęście mam w PLN :D
      Co do zdjęć to prawda. Wiele trzeba się nagłówkować i napracować, wszystko sprzątnąć, pożyczyć dekoracje do zdjęć od sąsiadki... by mieszkanie zachwycało :) A w realu często (nie mówię, że zawsze) wygląda to już inaczej :) Tak już się zastanawiam, od kogo to wszystko pożyczę ja :D
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  7. No proszę młoda, piękna i mądra;)
    Masz rację to ma Tobie sprawiać przyjemność, to ma być miła odskocznia od codzienności a nie harówa;)
    Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, niedługo to zostanie z tego zestawu samo "i".
      Ściskam Kasiulka!!

      Usuń
  8. Kiedy zobaczyłam Twoje zdjęcie przy jednym z komentarzy w grupie "Jak fajnie urządzić mieszkanie"zwróciło moją uwagę,jakoś miałam przeczucie, że jesteś fajną babką ! Po tym poście wiem to na pewno !
    Założyłyśmy blogi w podobnym czasie, też marzył mi się mega popularny ale z natury szara myszka ze mnie i nie zrobiłam nic (do zeszłego tygodnia) żeby ktokolwiek się o nim dowiedział. Teraz wiem że dobrze zrobiłam. Będę sobie pisać cykać fotki i marudzić i zobaczy to garstka ludzi. Ty już nie masz na to szans jesteś na fali wznoszącej i wiesz DASZ RADĘ !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, aż się uśmiechnęłam :) Dziękuję za miły komentarz :) Ja też jestem szarą myszką, ale chyba lubię wyzwania i adrenalinę. Kiedyś pewnie i o tym będzie post :) Nikt mi nie chce wierzyć, że jestem barrdzo nieśmiałą szarą myszką....

      Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  9. Oj mam tak samo. Na początku starałam się publikować posty w miarę regularnie, ale dopiero kiedy odpuściłam stało się to dla mnie przyjemnością. Doba ma za mało godzin, żeby większość czasu spędzać przed komputerem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet gdyby tę dobę rozmnożyć, to pewnie i tak by nam czasu na wszystko nie wystarczyło...

      Usuń
  10. Świetny tekst, szczególnie, kiedy czyta się go w "fazie wkręcenia" i jednocześnie na początku fazy "czy tego właśnie chce?!"... Ciekawe, jakie masz przemyślenia teraz, po miesiącu od publikacji tego wpisu? Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marto!
      Po miesiącu od publikacji tekstu niewiele się zmieniło. Może tylko tyle, że aktualnie zupełnie nie mam czasu na pisanie, bo o tej porze roku pisanie wogóle nie wchodzi w grę :) Może, kiedy wieczory staną się znów dłuższe, na nowo się tu zadomowię...

      Nie zależy mi na tym, by blog był popularny, by statystyki rosły w górę... Zajęłam się teraz tym co lubię najbardziej, czyli szperaniem starych mebelków, "leczeniem" ich i szukaniem dla nich nowego domu. Poza tym, mam też czas dla rodziny, w tak pięknych okolicznościach przyrody. A kiedy nadejdzie jesień, może będzie chwila, by o tym wszystkim Wam napisać... Pozdrawiam i ściskam!!

      Usuń