czwartek, 2 kwietnia 2015

Mój pierwszy raz............


Niewodnicka st , odc. II

Zanim zacznę Was oprowadzać po naszym nowym mieszkaniu, chciałam zapoznać Was jeszcze z historią mojej pierwszej miłości, ekscytacji i podniecenia :)
To było jakieś 5 lat temu, może ciut więcej... Szukałam swojego pierwszego własnego mieszkania. Biorąc pod uwagę skromne oszczędności i niezbyt zadowalającą zdolność kredytową nie mogłam szaleć. Byłam skazana na szukanie starutkich mieszkań w wieżowcach o powierzchni ok 33 metrów i najczęściej do remontu. Kiedy trafiło się coś większego, lub nowszego, zawsze zaraz musiał pojawić się jakiś  haczyk. 
Któregoś pięknego zimowego dnia znalazłam ogłoszenie spoza Białegostoku. Wydało mi się od razu bardzo atrakcyjne. Piękna okolica, nowe (właściwie przerobione po starym hotelu) budownictwo, całkiem atrakcyjna powierzchnia i rozsądna cena.  Stan mieszkania developerski... Ach, na kupno wystarczy, ale za co je urządzę???? Udało się z developerem dogadać, że za dopłatą urządzą mi je pod klucz. Dla mnie pasowała taka opcja, bo mogłam to sobie dorzucić do kredytu.
Zdecydowałam się. Mimo tego, że musiałam dojeżdżać, dla mnie singielki była to idealna decyzja. Podpisałam papiery, dostałam kredyt i zaczęliśmy to wszystko wykańczać :)

Mieszkanie 55 metrowe, w oryginale 2 pokoje, kuchnia i łazienka, szybko zmieniło swój plan. Kuchnię przeniosłam do salonu (środkowe spore pomieszczenie. Aneks zmieściłam na ścianie "północnej" między drzwiami wejściowymi a łazienką), a w miejscu starej kuchni powstał pokoik "na wszelki wypadek".  Natomiast w długim pokoju, tzw "tramwaju" urządziłam sypialnię. Do dyspozycji pozostawał jeszcze całkiem spory balkon z przyjemnym widokiem na las.
Jak to wyglądało? A tak....

RZUT



 




SYPIALNIA


Jako singielka nie potrzebowałam zbyt wiele mebli. Dzięki temu można było je ustawiać w dowolny sposób. Ale, że singielką byłam jeszcze przez zaledwie 3 miesiące, bo równie spontanicznie wyszłam za mąż i zaszłam w ciążę, trzeba było na nowo urządzać nowo urządzone mieszkanie. No i przydał się pokój "na wszelki wypadek". Więc po takim BEFORE było AFTER I i AFTER II.

Tramwaj 


Sypialnia I








SALON

To mieszkanie, jak widzieliście, nie przewidywało żadnego holu czy przedpokoju. Z klatki wchodziliśmy więc od razu do salonu (dobrze, że było to ostatnie piętro). Oczywiście, w związku z powyższym, salon musiał pełnić kilka funkcji: salonu, holu, gdzie można się przebrać do wyjścia, i aneksu kuchennego.
Meble wenge.......... Brrrrrrrrrrrrrrrr












POKÓJ "NA WSZELKI WYPADEK"

Jak się niedługo okazało został sypialnią dziecka :) On stale przechodził metamorfozy. Ale założenie było jedno: ma być wesoło i kolorowo. To był w końcu pokój dziecka :) Nie zdążyłam się nikomu pochwalić żyrandolem, który 5 lat temu wymyśliłam sama. Teraz identyczne sprzedaje LEROY :D Jestem wściekła :)







 




BALKON 

Moje najulubione miejsce w mieszkaniu (zaraz po łazience). Na tym balkonie miałam nawet szklarnię... :)










Tylko łazienką nie mogę się pochwalić... Nie mam ani jednego zdjęcia.............. A była najładniejszym pomieszczeniem w mieszkaniu. Mimo małej powierzchni wymyśliłam ją na czarno.... Czarna podłoga z gresu i biało-czarne ściany. Całość przeplatana czarną mozaiką i brokatową czarną fugą. Przy przyciemnionym świetle całość dawała magiczny klimat.....

Miło wspominam to mieszkanie. Spędziłam tam pierwsze chwile "na swoim", krótkie narzeczeństwo, szybkie małżeństwo i początki macierzyństwa. Więc będę miała zawsze do niego ogromny sentyment.....



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz