czwartek, 19 marca 2015

Dzieci epoki TALENT SHOW....



Kiedy jakiś czas temu w tv pojawiły się pierwsze informacje o castingu do programu rozrywkowego o dziecięcych talentach, pomyślałam tylko: o mój Boże! Dlaczego oni robią to tym dzieciom???
Zgadłam, że to "tefałen" wpadł na taki pomysł. Tym akurat nie byłam zaskoczona. Spodziewałam się po nich takiego ruchu, bo coraz częściej są zdolni do sięgania po pomysły, które w mniejszy czy większy sposób naruszają godność człowieka. Mam wymieniać tytuły?? Chyba nie muszę, bo napewno większość z Was kojarzy tę patologię ze swojego telewizora. Tak, patologię, inaczej tego nazwać nie mogę. Jak nisko jeszcze może spaść telewizja....???
I mówię tu tylko o moim najbardziej znienawidzonym "tefałenie", bo coraz więcej kanałów zmiesza ich śladami. To smutne. Dobrze, że mam jeszcze w pakiecie Disney Junior. Jest co oglądać :) Sama dla siebie sięgam tylko po Discovery. Aaaa i zapomniałabym o moim serialu o szpitalu. We środę leci na "dwójce" :) Lubię czasami obejrzeć bajkę przed snem :)
Ale wracając do małych talentów. Na serio uważam, że jest to poroniony pomysł. Kto wystawia te dzieci na taki stres?? Dla niektórych okaże się to być może spełnieniem marzeń (ich rodziców) dla innych pozostanie traumą do końca życia. Dziwi mnie też to, że jurorkami są młode mamy :) Nie widzą w tym nic złego? Hmm... może widzą, ale nie powiedzą. A kasa musi się przecież zgadzać.... Przykre jest to, że jurorzy sami podkręcają emocje kosztem dzieci. A wszystko to dla nas - widzów. Nie oglądam tego, nie widziałam nawet odcinka, dlatego będę się tu trochę opierać na opiniach innych , którzy ten dramat oglądali. Wiele wpisów na ten temat można znaleźć na samym "fejsie". Dorota Zawadzka, słynna Superniania, postrach rozhisteryzowanych dzieci zauważa, że dla dla nich zasady takich konkursów są niejasne i że dzieci nie są przygotowywane na taką dawnę skrajnych emocji. Równie zażenowana wydaje się być Agata Młynarska.

Nie mogę przestać myśleć o małym Zbyszku z programu Mali Giganci - pisze Agata. Po rozmowie kwalifikacyjnej z Oliwierem Janiakiem wyleciał z okrzykiem, że mama nie uwierzy, że znalazł się w programie. W chwilę później został przepytany przez jury o losy swojej żony i trójki dzieci, co zwłaszcza Kubie dawało pole do popisu w komentarzach zupełnie nie na miarę kilkuletniego szkraba. Wszyscy pękali ze śmiechu, Zbyszkowi do śmiechu nie było. Potem był występ, ale –niestety – nie wygrał w konkurencji z Sarą, której buty powąchał prowadzący, pytając uprzednio czy może się „sztachnąć”. Zbyszek pożegnał się z programem, z głową spuszczoną, bez krztyny uśmiechu, wrócił do Taty niosąc pudło, w którym zapewne był popcorn lub cukierki. Pękło mi serce. Nie jestem w stanie patrzeć na to, jak kosztem dzieci odbywa się „Cały Ten Zgiełk”. Zbyszek ma 5 może 6 lat. Jak wytłumaczyć mu, dlaczego Sara tak, a on nie? Jak wytłumaczyć całej reszcie, że jedni tak, a inni nie! Niech nikt mi nie mówi, że to jest tylko zabawa, nikt mi nie wmówi, że rodzice biorą za to odpowiedzialność. Rodzicom też zdarza się mijać z rozumem. Ale na naszych oczach z rozumem mija się kolejno każdy, kto macza w tym palce włącznie z trzema milionami ludzi, którzy to oglądają, fundując sobie rozrywkę kosztem nieświadomych dzieci.

Z kolei Piotr Rubik, który ponoć jest trenerem jednej z grup (dobrze piszę? nie oglądałam, więc mogę się mylić) stawia sobie trzy podstawowe pytania, jednocześnie uspokajając nas, że takie programy nie czynią zła małym uczestnikom. Wręcz przeciwnie: są dla nich niezłym treningiem przed startem w trudne dorosłe życie.

Czy to dobrze, że dzieci występują w takim show? TAK
Czy to dobrze, że przeżywają stres i czasem nawet upokorzenie? TAK

Czy to dobrze, że mogą być narażone na falę krytyki i zawiść? TAK


Dlaczego?
Ano dlatego, że to nie są zwykłe dzieci. To są dzieci bardzo utalentowane, które postanowiły SPRÓBOWAĆ związać swoją przyszłość ze sztuką. To jest ich wybór, nie zauważyłem ani jednego przypadku zmuszania ich do czegokolwiek podczas realizacji programu. A skoro chcą być w przyszłości profesjonalnymi artystami to ich życie będzie właśnie wyglądać w ten sposób, pełne zawiści, ciężkiej pracy, upokorzeń, ale i wzlotów, uniesień, niezwykłej radości i satysfakcji. Realizacji swojej pasji. Gdy ja zaczynałem nie było telewizyjnych show (może z wyjątkiem Dziennika telewizyjnego czy pochodów pierwszomajowych), ale zakulisowe rozgrywki, ciężka praca i stres towarzyszyły nam codziennie. Nie miałem normalnego dzieciństwa, było raczej kompletnie nienormalne. Kiedy inni bawili się na podwórku ja musiałem ćwiczyć. Czy żałuję? Ani trochę. Jeśli chcesz być dobry w te klocki to harujesz całe życie. Tylko nieliczni przetrwają do końca, tak już po prostu jest. Mali giganci mają teraz przynajmniej to, że mogą kawałeczek swojej pracy pokazać, pochwalić się nią. To wielka sprawa, że ich trud nie kończy się w świetlicy szkolnej tylko mogą zabłysnąć przed milionami. Świetna motywacja na przyszłość. A jeśli nie podołają wyzwaniu i zrozumieją, że to nie dla nich to też dobrze – nie będą dalej marnować swojego czasu i zajmą się czymś innym. Przy okazji staram się też wpoić im pewną wiedzę, która mam nadzieję przyda im się w przyszłości, staram się nauczyć ich radzić sobie ze stresem, ćwiczymy np nieczytanie komentarzy, tłumaczę im pewne zależności między sukcesem, a liczbą negatywnych opinii. Takich rzeczy niestety nie uczą w szkołach muzycznych więc cieszę się, że oprócz zabawy w programie mają kursy obsługi showbiznesu. A więc krytykom mówię – nie martwcie się. Te dzieciaki robią to, co kochają. A że czasem zaboli? Ma boleć. Jak już dorosną to będą kompletnie uodpornieni. Taka szczepionka dla artystów.

Właściwie, co innego mógłby powiedzieć. Nie może przecież skarcić idei, która go karmi...

Jury i widzowie świetnie się bawią, a dzieci przeżywają. Możecie się ze mną nie zgadzać, ale uważam, że telewizja to nie jest miejsce dla małych dzieci.

Teraz czekam na kolejny krok telewizji. Kiedy pokażą jakieś wybory małych miss? Ameryka już to wielokrotnie przerabiała. Programy te miały wysoką oglądalność, ale zza kulis dobiegały dramatyczne plotki. Nawet w USA, kraju o wysokim wskaźniku tolerancji, wzbudziły one skandal. W jednym z takich programów brała udział dziewczynka, która nosiła sztuczne piersi oraz pośladki. Mama jednej z uczestniczek opowiadała też o tym, co jej córka je oraz pije przed wyjściem na scenę. Z komentarza dowiadujemy się, że wszystkie małe miss zjadają około 15 tubek z cukrem, który nazywany jest "kokainą piękności". Dziennikarzom udało się jednak ustalić, że dziewczynki piją mieszankę kofeiny, napojów energetycznych i pastylek pobudzających. Najpiękniejsza amerykańska 6-latka dostała w nagrodę milion dolarów. A właściwie dostali go jej chorzy na przerost ambicji rodzice...


A Wy? Jakie macie zdanie na temat takich programów? Czy rzeczywiście są dla dzieci szansą na lepsze życie? Czy przeciwnie - wypaczają im umysły?


Pozdrawiam!!





Źródło: rubikblog.com, facebook

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz