środa, 25 marca 2015

Dawno, dawno temu....

Jak to się stało, że znów wylądowałam w Białymstoku....

Mieszkałam przecież w całkiem miło położonej podbiałostockiej mieścinie. Bliziutko puszcza, przeczyste pachnące powietrze, świergot ptaków, piękny zalew, najwspanialsi na świecie sąsiedzi... Czego więcej chcieć...?

Otóż...

Powoli zaczęły mi brzydnąć dojazdy 26 km w jedną stronę do pracy i przedszkola. Zwłaszcza dla Małej było ciężko, bo takiemu przedszkolakowi ciężko przetłumaczyć, dlaczego musi tak wcześnie codziennie wstawać i potem jeszcze tyle km jechać... Mnie samą wkurzał też ten slalom pomiędzy TIR'ami. W końcu to ruchliwa trasa na Białoruś, zupełnie niedostosowana do ilości pojazdów przejeżdżających tamtędy codziennie... No i te zwierzaki radośnie wyskakujące z puszczy na jezdnię lub maski samochodów...
Byłam tym chyba już zwyczajnie zmęczona.
Jakby tego było mało, byłam członkiem zarządu tejże wspólnoty mieszkaniowej. Usterek masa a deweloper miał wszystko oczywiście gdzieś. Tony pism, sądy, rzeczoznawcy, spotkania, umowy, zebrania z mieszkańcami... i cały czas nic nie działało na naszą korzyść. Mieszkańcy wymagali, a deweloper dbał jedynie o swoje interesy. Jednego dnia postanowiłam nawet zadzwonić do mojego byłego szefa, który notabene też "robił" w deweloperce, czy zna takiego i takiego, bo szukam jakichś haków na nich, które mogłabym wykorzystać. I tak trochę zaczęłam się mu żalić, że najchętniej wróciłabym z powrotem do Białegostoku, bo mam dość dojazdów i tego całego zarządowania. Wydusiłam więc z siebie nieśmiało:
- A może masz jakieś fajne mieszkanie w sam raz dla mnie i mojej rodzinki....?
- Ty... nooo, nie bardzo, mieszkań teraz to raczej nie, jakoś się wyprzedały (mówię Wam, w tym naszym Białymstoku mieszkania idą jak barszcz. Wiecie, bieda, Polska B, bezrobocie i te sprawy :P). Ale mam takie małe miejskie domki z małymi ogródkami... Mógłbym Ci właściwie taki sprzedać za %&%$& PLN...
- A gdzie?

5 minut później pojechałam w tamto miejsce obejrzeć te szeregówki. Zaparkowałam. Rozglądam się... Fajnie, cicho, spokojnie, bo to już kraniec miasta. Osiedle domów jednorodzinnych. 
- Nooo, podoba mi się... Tylko skąd ja kasę na to wezmę....?



Tego samego wieczoru miałam już w głowie plan. Sprzedamy nasze mieszkanie w tej dziurze i kupimy  nowe :D Proste :) Tylko kiedy....? Sprzedaż mieszkania ciągnie się przecież miesiącami, a nawet latami!!!!!!! A ja upatrzone mam już teraz. I już teraz chcę się stąd wyprowadzić. Najlepiej TAM.

Zadzwoniłam tego dnia do mojego Ptysia :P ... Trochę się pożalić, że znów nie udało się z tym deweloperem niczego ugrać... Że dojazdy mnie wkurzają... I że najchętniej sprzedałabym to mieszkanie i wróciła do Białegostoku...

- Kochanie, to pisz ogłoszenie. I sprzedawaj.

Następnego dnia facet od nieruchomości robił już u mnie zdjęcia. Ogłoszenie zostało dodane jeszcze tego samego dnia. A 4 dni później podpisywaliśmy umowę przedwstępną z nabywcą :)

Byliśmy w szoku, nie mieliśmy jeszcze upatrzonego mieszkania, a już sprzedawaliśmy nasze. Tzn... Ja miałam upatrzone :) Musiałam tylko jakoś delikatnie powiedzieć o tym swojej połówce. "Kochanie wiesz... w du... mam mieszkanie, upatrzyłam sobie domek..." Nie pamiętam jakim sposobem, ale namówiłam go, żeby pojechać sobie tam razem z nim...  Hehe spodobało mu się od razu. Tego dnia było już jednak wyjątkowo ciemno na oglądanie ale pojechaliśmy tam raz jeszcze następnego dnia, tylko nieco wcześniej, żeby dokładnie obejrzeć mieszkanie i okolicę przed zmierzchem.

Kolejnego dnia umówiliśmy się na obejrzenie wnętrza. Okazało się, że jest idealne...
Za wyjątkiem kilku małych zmian, które od wejścia były dla mnie jasne, okazało się, że MIESZKANIE. BYŁO. IDEALNE :)

PARTER

PIĘTRO


Uzgodniliśmy oboje, że ONO musi być nasze. Potem liczyliśmy już tylko kasę: wyszło "na styk". Udało się szybko podpisać umowę, dostaliśmy klucze i mogliśmy zacząć działać. Pomijam w mojej opowieści kwestie związane z bankiem i kredytem, bo to były dla mnie wydarzenia traumatyczne ....  Po nich zostały na szczęście już same przyjemności, jak np. burzenie ścian :D I stawianie nowych.  Ale o tym w następnym odcinku naszej telenoweli, pt. "Niewodnicka st.", na które serdecznie wszystkich  zapraszam!!!


Do przeczytania!
Marzena







Podobało się? Udostępnij... Zalajkuj....

5 komentarzy :

  1. Sama akcja fantastyczna, ale brrrrr- te schody sa przeokropne!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie też strasznie wkurzały. Ostatecznie wyglądać to będzie inaczej, ale o tym innym razem. Moim sąsiadom udało się pięknie wyjść z tego bagna :) Ja ze swojego wybrnęłam inaczej, czy ładniej nie wiem. Dla mnie liczyła się też funkcjonalność każdego elementu mieszkania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mozna je fajnie zabudowac, pod schodami zrobic moze jakies półki?

      Usuń
  3. jak się ma wyobraźnie, to schody nie są takie straszne, :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie cierpie na brak wyobrazni, ale nie wyobrazam sobie co miał na mysli pozal sie boe architekt tego "dzieła"...

      Usuń